Przejdź do głównej zawartości

Legendarny rok

 31 grudnia 2013 roku mając 13 lat postanowiłam, że zacznę udostępniać swoje historyjki i opowiadania ludziom. Zecydowałam, że założę bloga. Za czasów kiedy jeszcze używało się Ask.fm wiele osób lubiło czytać fanfiction o swoich idolach więc dopasowałam się do ogółu, co bardzo mi się podobało bo przecież miałam kogoś kto zechce czytać to, co napiszę. Wszystko szło naprawdę dobrze, do momentu kiedy sobie nie odpuściłam. Ciągle zapominałam, że na sukces trzeba ciężko pracować, a po jednym komplemencie nie wolno siadać na laurach. Niestety to zrobiłam i można powiedzieć, że straciłam wszystko. Z czasem się zmieniłam więc pomyślałam, że blog powinien dorastać razem ze mną. Zaczęłam budować wszystko od nowa, zaszła drastyczna zmiana jak u nastolatki w okresie buntu młodzieńczego. Pomimo mojej love-hate relacji z tym blogiem i tak jestem z siebie dumna, że postanowiłam tutaj wrócić. A mówię to wszystko dlatego, że kilka dni temu minęło 7 lat od kiedy 13 letnia wersja mnie napisała pierwszego oneshota z Exo właśnie tutaj. Jakoś nigdy nie potrafiłam usunąć tego bloga, a skoro jednak mnie tutaj ciągnęło to coś to musi oznaczać. Teraz mam z tym blogiem cudowną relację. Wraz z tą rocznicą postanowiłam zrobić podsumowanie, ale tylko 2020 roku. Gdybym miała napisać ile rzeczy się wydarzyło w ciągu szczęśliwej 7 to raczej nikt nie dotrwałby do końca, no może nieliczni. 

STYCZEŃ:

Zawsze na początku roku mam mnóstwo postanowień, ale tutaj jednym z głównych była zmiana nastawienia, postawy, reakcji, całej siebie. Bardzo chciałam zmienić swój sposób bycia, nie mogłam patrzeć na to jak tkwie i zagrzebuję się w kocu negatywności, z resztą nie tylko ja bo i moi bliscy. Ciężko patrzy się na coś takiego, a z drugiej strony to męczące. Zmiany jednak nie przychodzą łatwo, rzeczy których nauczyliśmy się dawno temu nie odejdą z dnia na dzień, tak też było w moim przypadku. Ciągle wracałam do swoich starych przyzwyczajeń, nie wierzyłam, że uda mi się osiągnąć tą lepszą postawę, lepszą wersję siebie. Starałam się z całych sił, zmian nikt nie zauważał i to jeszcze bardziej mnie dobijało. Zaczęłam rozpisywać sobie rutyny dzienne i nocne. Zaczęłam wypełniać dzienniki wdzięczności, myśli, snów itp. W tym miesiącu skończyłam także 20 lat.

LUTY:

Niestety nie szło mi coraz lepiej bo znowu wracałam do starych przyzwyczajeń i wydawało mi się, że będzie już tylko gorzej. Już tak sobie zakodowałam w głowie, to był pierwszy i najważniejszy błąd. Bardziej zwracałam uwagę na wygląd zewnętrzny niż na to, co dzieje się w środku.

MARZEC:

Koronawirus zaczął się panoszyć, rozpoczęły się zdalne lekcje, ludzie panikowali bo nie wiedzieli czego mają się spodziewać. Jak pisałam wcześniej, że wydawało mi się, że będzie coraz gorzej, to tak, faktycznie tak było. Sytuacja wyglądała jak uśmiechnięta parabola (jakby to moja Pani od matematyki powiedziała). 

KWIECIEŃ:

Jak dwoma słowami opisać sytuację? Rów Mariański. Oficjalnie zakończyłam swoją edukację i nie wiedziałam jak wszystko dalej będzie wyglądać. Co prawda miałam plany, ale sytuacja w kraju i tak wszystko zmieniła. Był to jeden z najgorszych miesięcy w zeszłym roku. Już nawet nie pamiętałam o chęci mojej zmiany. Uznałam, że co będzie to będzie.

MAJ:

Postanowiłam spróbować jeszcze raz, ale znowu gdzieś poszwędałam i zabłądziłam (to tak w przenośni, nie czytajcie tego dosłownie). Niebiezpieczna sytuacja otwarła mi oczy jakimi osobami się otaczam. Chciałam coś zrobić, ale czasami ciężko jest uciec od takich relacji. Pamiętajcie, że jeżeli chodzi o osoby to jakość ponad ilość. To, że ktoś ma tysiące znajomych czy przyjaciół (chociaż osobiście jestem zdania, że przyjaciół ma się max 3) nic nie oznacza. Jednym z najbardziej pozytywnych wydarzeń w tym miesiącu był nowy przyjaciel, a raczej przyjaciółka po którą pojechaliśmy wraz z moim chłopakiem. Maleństwo miało wtedy 8 tygodni i tak uroczo dreptało po trawce jak ją pierwszy raz zobaczyliśmy. Lunka była wystraszonym szczeniaczkiem, ale szybko się przyzwyczaiła do nowego domu. Za dwa miesiące (w 2021 oczywiście) będzie miała roczek. Tak ją pokochałam, że naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez niej. Chociaż początki były ciężkie jak biegała i załatwiała mi się na łóżko...

CZERWIEC:

W tym miesiącu tak właściwie nic ciekawego się nie wydarzyło bo wszystko kręciło się wokół przesuniętej o miesiąc matury. Zajmowałam się nauką, a może bardziej stresowaniem się niż nauką. Już teraz wiem, że niepotrzebnie i faktycznie matura jest wielką bzdurą. Uważam, że to jeszcze bardziej dobija uczniów, którzy już i tak bardzo się męczą i stresują regularnymi lekcjami.

LIPIEC:

Let's hit the rock bottom once again, just for fun - czyli znów Rów Mariański tylko i wyłącznie z mojej winy bo nie trzymałam się swoich zasad. Ale ten dół nie trwał zbyt długo, nie pozwoliłam na to. Tutaj było kilka wydarzeń rodzinnych, oczwyiście na plus. No i musze się pochwalić, że urodziła mi się siostrzyczka Nicole, na którą czekałam i się doczekać nie mogłam. Życie trochę się zmieniło. Lipiec był pierwszą częścią zakończonej podróży na negatywnym dywanie (jak był koc to teraz dywan). Odważyłam się i przefarbowałam włosy na rudo, czego chciałam spróbować już przez dłuższy czas.

SIERPIEŃ:

Dawanie drugiej szansy toksycznym ludziom nie jest dobrym pomysłem, to możecie zapamiętać. Zdałam sobie z tego sprawę. To były moje ostatnie spotkania z nimi, więcej już nie było. Pozostały tylko rozmowy na Messengerze.

WRZESIEŃ:

We wrześniu miałam mnóstwo rozmów o pracę, życie mnie testowało bo jakoś bardzo ciężko było mi się dostać gdziekolwiek. Tym razem nie dopuszczałam do siebie negatywnych myśli i tego, że coś mogłoby pójść nie tak. Znów przefarbowałam włosy, tym razem na szary ale i tak zeszłam do blondu. 

PAŻDZIERNIK:

Pozytywne myślenie się opłaciło. Jak wcześniej nie było odzewu z żadnej pracy, tak nagle zaczęli dzwonić wszyscy. Poszłam nawet na dzień próbny, ale zaraz następnego dostałam lepszą propozycję gdzie pracuję do dziś i poznałam naprawdę świetnych ludzi. Razem z chłopakiem poszliśmy na wesele (wtedy jak jeszcze było można oczywiście, nie posądzajcie mnie o nic). Wylosowałam welon panny młodej, a mój chłopak jak się okazało muchę pana młodego. Bawiliśmy się całkiem dobrze i zaczęłam dostrzegać zmianę i chyba nie tylko ja. Postanowiłam także ściąć włosy bo zainspirował mnie serial, który zaczęłam oglądać, a mianowicie Chilling adventures of Sabrina. Wiele rzeczy nagle zmieniło się na lepsze, to była druga i ostatnia część końca wszystkiego co złe. 

LISTOPAD:

Wpadłam na świetny pomysł, żeby zrobić pokój moich marzeń. Było w nim wiele zmian, dokładnie tak jak podczas 2020. Wróciłam też na bloga i postanowiłam popracować nad projektami książek. To był kolejny krok w stronę lepszej mnie. Coś z czego jestem maksymalnie dumna to moja aplikacja do lini lotniczej. Jak wcześniej wspominałam o toksycznych ludziach, tak w listopadzie na dobre się od nich odcięłam i poczułam się jakoś lepiej, a na pewno poczułam się silniejszą osobą i już nikt nie ściągał mnie w dół.

GRUDZIEŃ:

Troszkę stresu bo w pierwszy dzień miesiąca miałam final interview i strasznie się martwiłam czy w ogóle zrozumiem rekruterkę i jej akcent. Jak widać, udało się. Drugim etapem było potwierdzenie czy zdążyłam zarejestrować się na szkolenie, ponownie się udało. Poznałam ludzi, z którymi będę razem na szkoleniu. Spędziłam cudowny czas z rodziną, chłopakiem i rodziną chłopaka w święta i Sylwestra. 

Teraz tak na podsumowanie, to był naprawdę ciężki rok dla nas wszystkich, świetnie zdaję sobie z tego sprawę. Wiele z nas musiało zmierzyć się z utratą pracy, środków do życia, a jeszcze inni utkwili w domu przez co ich stan psychiczny się pogorszył. Jeszcze inni przechodzili przez to co ja, czyli wyznaczanie swoich celów i ciągłe potykanie się o własne sznurówki. Pomimo tego jak ciężko było, jestem wdzięczna bo pewnie bez tego było by mi o wiele trudniej dojść do tego co mam teraz. Na zakończenie chciałam dodać, że nie ma rzeczy której byście nie przeszli. Nie nastawiajcie się na to co najgorsze. Niech ktoś nauczy się na moich błędach. 

Do zobaczenia w następnej notce, która pojawi się równo za tydzień czyli 10 stycznia.

P.s wstawiam wam zdjęcie, które zrobiłam podczas piątkowego spaceru po lesie, znajdziecie je także na Instagramie, enjoy.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kryminalne wieczory - brutalne morderstwo Catherine Whitehead

  Cześć, witam cię w kolejnym niedzielnym poście. Dzisiaj przedstawię ci historię młodziutkiej kobiety, której sposób w jaki zginęła, wstrząsnął mną do takiego stopnia, że nie mogę przestać o tym myśleć. Dziwi mnie fakt, iż sprawa nie zyskała dużego rozgłosu ze względu na swoje okoliczności. Przed dalszym czytaniem chciałabym ostrzec osoby o słabych nerwach, poniższe opisy mogą wydawać się naprawdę dramatyczne. Urodzona 22 października 1961 roku Catherine Louise "Cathy" Tucker Whitehead, mieszkała w Conyers w stanie Georgia. Dość młodo urodziła swoje pierwsze dziecko - synka. Miała też męża, który był alkoholikiem, w dodatku był bardzo agresywny, często ją bił i znęcał się psychicznie. Cathy wystąpiła o rozwód, ale Frank nie był tego tytułu zadowolony. Koniec końców - rozwiedli się. Pewnego dnia Cathy zgłosiła na policję kradzież samochodu. Policjant, który zajmował się sprawą - John Short zakochał się w dziewczynie od pierwszego wejrzenia. Właściwie to oboje się w sobie zako...

Self care night routine

  Cześć, dobry wieczór! Dzisiaj przychodzę do ciebie z postem na temat "Self care night routine", którą wykonuję w każdy weekend żeby się po prostu odprężyć. Zalecam to każdemu! Jest to naprawdę świetny sposób spędzania czasu samemu albo z kimś + masz tą świadomość, że robisz dla siebie coś dobrego. Jak więc wykorzystać taki wieczór? Co zrobić? Przedstawię ci mój plan działania, a jeśli będziesz chciał/a spróbować to zachęcam. Godzina rozpoczęcia self care rutyny? Nie jest dokładnie znana, to zależy kiedy skreślę wszystkie zadania z mojej listy "do wykonania". Dlatego też nie wymuszam na tobie konkretnej godziny rozpoczęcia bo to byłoby bez sensu, prawda? Powiedzmy, że skończyłam wszystko koło 20:00. Zamykam laptopa, chowam dzienniki oraz kalendarz, odkładam wszystkie długopisy i kolorowe flamastry na swoje miejsce. Następnie przechodzę do wyniesienia z pokoju wszelkiego rodzaju naczyń, po całym dniu zwykle leżą na komodzie/biurku po dwa kubeczki i talerzyk z okrusz...

Autodestrukcja i autonaprawa

Na postanowienia noworoczne może jest trochę za wcześnie - fakt, ale cofnijmy się dokładnie do 31 grudnia 2019 roku. Spodziewaliście się, że wasze życie (no może nie u wszystkich) tak drastycznie się zmieni? Wiedzieliście o tym, jak to wszystko będzie wyglądać? Nikt sobie tego nie wyobrażał, ale ja nie do końca o tym chciałam opowiedzieć, chociaż to fajny wstęp do tego tematu. Tak się składa, że właśnie w ten dzień byłam na samym dnie rowu marsjańskiego, każdy czasami trafia w to miejsce w swoim życiu, każdy musi tego doświadczyć i to w porządku. Może to zabrzmi żałośnie, ale uznałam że nowy rok i całkiem nowa ja. Nie będzie już powrotu, pożegnam się ze starą sobą, narodzę się na nowo z chwilą wybicia północy, zrzucę z siebie 19 letnią szatę jak wąż zrzuca swoją skórę. Musiałam ostro się zaprzeć i trzymać tego co sobie postanowiłam. Wiedziałam, że to może być trudne, ale człowiek przyzwyczaja się po 2 tygodniach. Cóż, czasami wracam do tego jaka byłam i muszę wymierzyć sobie siarczyste...