Na postanowienia noworoczne może jest trochę za wcześnie - fakt, ale cofnijmy się dokładnie do 31 grudnia 2019 roku. Spodziewaliście się, że wasze życie (no może nie u wszystkich) tak drastycznie się zmieni? Wiedzieliście o tym, jak to wszystko będzie wyglądać? Nikt sobie tego nie wyobrażał, ale ja nie do końca o tym chciałam opowiedzieć, chociaż to fajny wstęp do tego tematu.
Tak się składa, że właśnie w ten dzień byłam na samym dnie rowu marsjańskiego, każdy czasami trafia w to miejsce w swoim życiu, każdy musi tego doświadczyć i to w porządku. Może to zabrzmi żałośnie, ale uznałam że nowy rok i całkiem nowa ja. Nie będzie już powrotu, pożegnam się ze starą sobą, narodzę się na nowo z chwilą wybicia północy, zrzucę z siebie 19 letnią szatę jak wąż zrzuca swoją skórę. Musiałam ostro się zaprzeć i trzymać tego co sobie postanowiłam. Wiedziałam, że to może być trudne, ale człowiek przyzwyczaja się po 2 tygodniach. Cóż, czasami wracam do tego jaka byłam i muszę wymierzyć sobie siarczystego policzka.
Po tych kilkunastu latach gdzie obserwowałam otoczenie, swoje zachowanie i wszystko dookoła wysnułam wiele wniosków, teorii które zapoczątkowały u mnie chęć poprawy i autonaprawy. Nie macie czasami wrażenia, że sami siebie wyniszczacie, ale nie wiecie jak przestać? Albo nawet nie potraficie? Właśnie ten stan jest według mnie najgorszy.
Wraz z 1-szym stycznia zaczęłam wprowadzać małe zmiany i ciągle się tylko denerwowałam, że nikt ich nie zauważa. I tutaj właśnie nasuwa się jeden wniosek - nikt nie poświęca 100% swojej uwagi na twoją osobę, a za tym idzie kolejny wniosek. Dla kogo tak właściwie chcesz to wszystko robić skoro nikt nie ogląda twojego życia pod lupą? No właśnie. Zauważyłam jak wiele ludzi szuka akceptacji u innych i robi wszystko pod publikę, żeby tylko zostać akceptowanym i może nawet lubianym. Nie uważacie, że to jest dopiero smutne? Dlaczego tak wiele osób zaczęło rezygnować z siebie i swojej prawdziwej natury? Dlaczego tak wiele osób porzuca swoje prawdziwe autorytety na rzecz tego co modne? Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego ile takich osób poznałam w swoim życiu. Osoby, które są oryginalne, ale jednak wolą iść za tłumem gdzie same mogłyby pociągnąć tłum za sobą. Ja nigdy nikogo nie namawiam do zmiany zdania (chyba, że jest w niebezpieczeństwie you know).
Wracając do tego w jaki sposób sobie radziłam i zmieniałam - siedziałam sobie pewnego popołudnia na łóżku i szukałam ciekawych playlist na Spotify i natrafiłam na podcasty. Unikałam ich jak ognia bo nie znosiłam jak ktoś mi gada w słuchawkach albo muzyka albo jakieś asmr ze stukaniem po klawiaturze, nie ma nic pomiędzy. No ale, dałam szansę. Weszłam w podcast "The Mindset Mentor" autorstwa Roba Diala. Powiem wam, że bardzo spodobało mi się w jaki sposób opisuje swoje doświadczenia i pomaga innym, polubiłam nawet te monologi i tą muzyczkę przy każdym intro. Mogę wam śmiało polecić podcasty Roba, myślę że na pewno znajdziecie odcinek który do was przemówi.
Podcasty pociągnęły za sobą całą resztę. Kolejny był filmik na kanale Sadie Aldis (jeśli ktoś uwielbia delikatną/szkolną/dziewczęcą/grzeczną estetykę to bardzo polecam kanał tej uroczej Kanadyjki) dotyczący prawa przyciągania. Okazało się, że nieświadomie to prawo stosowałam już od lat jakbym wiedziała co i w jakiej kolejności robić. Myślałam, że to mój osobisty rytuał który sobie wymyśliłam, well jednak prawa przyciągania nie wymyśliłam. Po wielu innych podcastach i filmikach zaczęłam porządkować wszystko na nowo, robiłam nawet porządki w telefonie. Właściwie to od niego zaczęłam, czułam ogromną potrzebę sprzątania. Potem przyszedł czas na pokój, ubrania, książki, zmieniłam cały wystrój pokoju. Potem przyszło nastawienie, chyba najcięższa część autonaprawy. Z natury jestem melancholijną introwertyczką, oczywiście to nie znaczy, że nienawidzę spotkań z większą grupą osób, imprez itp. Wręcz przeciwnie, czasami nawet mam na to ochotę i "wenę", tylko chodzi tutaj raczej o to, że aby naładować baterie muszę pobyć sama w pokoju lub gdzieś na łonie natury i porobić różne swoje rzeczy. Nastawienie zaczęłam zmieniać prowadząc dziennik emocji, wiedziałam że często się denerwuję i najzwyczajniej w świecie smucę. No dobra, przez niektórych byłam nazywana "chodzącą depresją" (wcale tej choroby nie mam). Za każdym razem kiedy czułam silny smutek, ale też silne pozytywne emocje - zapisywałam to w dzienniku i rozkładałam na części. Dlaczego jestem smutna/szczęśliwa? Co przywołuje tą emocje? Czy może sama podświadomie do tego dążę?
Wróciłam do ćwiczeń codziennie rano, zwykle się rozciągałam ale postanowiłam dorzucić też medytacje. Potem przyszedł czas na książki, wróciłam do czytania mojej ukochanej Reginy Brett, ale też innych wspaniałych autorów. Z każdym dniem uświadamiałam sobie coraz więcej, czułam że to co robię w jakiś sposób mnie rozwija i pomaga. Nie wiem czy to ma znaczenie, ale porzuciłam totalnie energetyki, które kiedyś niemal mnie zabiły. Zaczęłam prowadzić też dziennik wdzięczności. Codziennie wypisywałam po 3 rzeczy/sytuacje/osoby za które jestem wdzięczna. To też otwarło mi oczy i pomogło dostrzec jak wielu wspaniałych ludzi jest przy mnie, jak wiele przeszłam i jak dużo się nauczyłam. Potrafię teraz z łatwością doceniać wszystko co mam. Dorzućmy do tego też dziennik snów, zapisywałam każdy sen i w ten sposób zaczęła powracać moja wena za czym poszło rozpoczęcie projektów książkowych. Czułam, że konwertuję sny, sytuacje z życia, ciężkie przeżycia i wychodzi z tego coś pięknego. Myślę, że każdy z nas może to zrobić, nawet powinien, ale najważniejsze jest to żeby podjąć właściwą decyzję i pomóc sobie samym. Uwierzcie, że nikt inny za was tego nie zrobi. Często wyobrażam sobie piękną maszynę do której wrzucam traumy, ciężkie dni, wszystko co negatywne, całe zło, odpalam ją i wtedy zaczyna wypływać z niej coś pięknego, co ma pozytywny wpływ na całe moje życie i także innych ludzi. Wyobraźcie sobie teraz, że każdy w domu ma tę maszynę, trzeba tylko wystarczająco dużo wiary i siły by ją włączyć i zacząć konwertować ten cały negatywizm.
Pod spodem podzielę się z wami zdjęciami ze spaceru jak jeszcze była ładna pogoda :(
P.s możecie wybrać się do tego fajnego miejsca jest to Park Lilii Wenedy w Krakowie.





❤️❤️
OdpowiedzUsuń